Deepfake w weryfikacji tożsamości klienta – jak się przed tym bronić?
- Autor
- Sławomir Więch
- Data publikacji
- Czas czytania
- 5 min
W skrócie
Deepfake podważa zaufanie do zdjęć i wideoweryfikacji. Dlaczego w zdalnym KYC warto preferować identyfikację elektroniczną w ramach eIDAS 2.0? Materiał ma charakter edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej analizy statusu ani obowiązków firmy.
Załóż darmowe kontoStan danych i weryfikacji
- Stan danych
- 29 września 2026
W tym artykule
Jeszcze niedawno rozmowa wideo wydawała się mocnym potwierdzeniem, że po drugiej stronie jest właściwa osoba. Widzimy twarz, słyszymy głos, możemy poprosić o pokazanie dokumentu. Deepfake sprawia, że każdy z tych elementów może wyglądać przekonująco, choć osoba, pod którą ktoś się podszywa, wcale nie bierze udziału w rozmowie.
Lepsze narzędzia do wykrywania manipulacji pomagają bronić się przed takimi oszustwami. Równocześnie jednak oszuści doskonalą sposoby ich obchodzenia. To wyścig tarczy i miecza: zabezpieczenie, które dziś rozpoznaje fałszywe nagranie, jutro może przepuścić jego lepiej przygotowaną wersję.
Dlatego firma powinna szukać również sposobów potwierdzania tożsamości, które nie zależą od rozpoznania fałszywego obrazu. Taką możliwość dają elektroniczne potwierdzenia pochodzące od wiarygodnego wystawcy, których autentyczność można sprawdzić kryptograficznie. Wygenerowanie twarzy pasującej do zdjęcia w dowodzie nie wystarczy, aby podrobić takie potwierdzenie. Ograniczenie roli obrazu w weryfikacji pozwala więc zmniejszyć zależność od skuteczności detektorów deepfake.
Twarz pasuje do dokumentu. Tylko czyja to twarz?
Deepfake to realistyczny obraz, głos lub film wygenerowany albo zmodyfikowany przy użyciu sztucznej inteligencji. W procesie KYC może posłużyć do stworzenia pozornego nagrania właściciela skradzionych danych. Osoba na ekranie może obracać głowę, wypowiadać wskazane słowa i sprawiać wrażenie, że uczestniczy w weryfikacji.
Nie musi przy tym powstawać fikcyjny człowiek ani tożsamość syntetyczna. Imię, nazwisko i dokument mogą należeć do rzeczywistej osoby. Fałszywe jest wrażenie, że to właśnie ona zgłasza się do firmy.
Atak może polegać na pokazaniu kamerze przygotowanego filmu. Może też ominąć kamerę: spreparowany materiał trafia bezpośrednio do aplikacji, która przyjmuje go jako bieżący obraz użytkownika. Ten drugi sposób określa się jako injection attack. W wytycznych dotyczących potwierdzania tożsamości NIST wskazano, że takie ataki dotyczą zarówno automatycznej weryfikacji, jak i rozmów prowadzonych przez pracowników. Samo porównanie biometryczne nie rozwiązuje tego problemu.
Algorytm może więc prawidłowo ocenić podobieństwo twarzy do zdjęcia w dowodzie, a firma nadal nie będzie miała pewności, kto uczestniczył w procesie.
Liveness i deepfake: wyścig tarczy i miecza
Liveness check ma pomóc ustalić, czy podczas weryfikacji obecna jest żywa osoba. Czasem wymaga wykonania ruchu, innym razem analizuje obraz bez dodatkowych poleceń. Takie mechanizmy utrudniają wykorzystanie prostych zdjęć i nagrań, a ich rozwój jest ważną częścią ochrony zdalnego KYC.
Problem polega na tym, że rozwijają się również narzędzia służące do oszustw. Losowa prośba o obrócenie głowy może udaremnić użycie wcześniej nagranego filmu. Jej znaczenie zmienia się jednak, gdy atakujący potrafi generować lub modyfikować obraz na bieżąco. Skuteczność wobec znanych prób oszustwa nie daje pewności, że zabezpieczenie poradzi sobie z kolejnymi.
Dodanie pracownika nie usuwa tej trudności. Człowiek również może oglądać spreparowany obraz. Co więcej, porównanie twarzy, liveness i ocena pracownika mogą opierać się na tym samym materiale. Trzy kontrole nie muszą oznaczać trzech niezależnych potwierdzeń tożsamości.
Od biura rachunkowego, pośrednika czy innej firmy korzystającej z usługi KYC trudno oczekiwać samodzielnego badania odporności algorytmów. To zadanie dla wyspecjalizowanych dostawców i laboratoriów. Raporty z testów pomagają oceniać technologię, ale wymagają fachowej interpretacji i dotyczą określonych warunków. Zwykły użytkownik usługi nie stanie się ekspertem od deepfake po przeczytaniu listy pytań do dostawcy.
Dlatego rozsądna odpowiedź na zagrożenie powinna obejmować również ograniczanie zależności od obrazu, którego autentyczność coraz trudniej ocenić.
Identyfikacja elektroniczna zmienia podstawę zaufania
W identyfikacji elektronicznej firma może otrzymać dane potwierdzające tożsamość z systemu, który wcześniej ją ustalił, oraz sprawdzić autentyczność tego potwierdzenia. Użytkownik uwierzytelnia się swoim środkiem identyfikacji, a wynik zostaje przekazany do usługi. Wiarygodność takiego procesu zależy m.in. od sposobu wydania środka, jego zabezpieczeń i poprawnego sprawdzenia otrzymanych danych.
To istotna różnica wobec oglądania zdjęcia dowodu. Wygenerowanie przekonującej twarzy samo w sobie nie pozwala stworzyć ważnego potwierdzenia kryptograficznego ani złożyć ważnego kwalifikowanego podpisu elektronicznego w imieniu innej osoby. Atakujący musi pokonać inne zabezpieczenia niż te rozpoznające manipulacje obrazem.
Takie podejście rozwija eIDAS 2.0, czyli zmiana unijnych przepisów o identyfikacji elektronicznej i usługach zaufania. Jednym z jej głównych elementów są europejskie portfele tożsamości cyfrowej, które mają umożliwiać potwierdzanie tożsamości i przekazywanie zweryfikowanych danych w usługach publicznych i prywatnych.
Przy projektowaniu zdalnej weryfikacji warto zatem dawać pierwszeństwo środkom identyfikacji elektronicznej o odpowiednim poziomie bezpieczeństwa oraz odpowiednim kwalifikowanym usługom zaufania. To rekomendacja dotycząca wyboru metody, a nie twierdzenie, że każde rozwiązanie opisane przez dostawcę jako „zgodne z eIDAS 2.0” zapewnia taki sam poziom ochrony.
Do potwierdzania tożsamości mogą służyć zarówno odpowiednie środki eID, jak i procesy wykorzystujące kwalifikowany podpis elektroniczny. Mają różny sposób działania i wymagania. Europejski portfel to kolejny element rozwijanego systemu — nie trzeba czekać na jego powszechną dostępność, aby korzystać z istniejących metod elektronicznych. Poszczególne możliwości omawiamy w artykule o weryfikacji tożsamości online.
Ten kierunek wskazują też organy
Preferowanie identyfikacji elektronicznej ma oparcie w stanowiskach organów. Już w wytycznych z 22 sierpnia 2018 r. GIIF wskazywał środki identyfikacji elektronicznej przewidziane w eIDAS jako najbardziej godne zaufania przy zdalnej weryfikacji, wymieniając również kwalifikowany podpis elektroniczny. To stanowisko sprzed eIDAS 2.0 i obecnej fali deepfake’ów, ale wspiera tę samą zasadę: warto korzystać z wiarygodnego potwierdzenia elektronicznego.
Tamten komunikat trzeba czytać razem z korektą GIIF z 18 kwietnia 2019 r.. Inspektor wyjaśnił w niej, że brak fizycznej obecności klienta nie oznacza automatycznie wyższego ryzyka i konieczności stosowania wzmożonych środków bezpieczeństwa. Nadal znaczenie mają ocena konkretnej relacji i zastosowane zabezpieczenia.
Podobne podejście widać w punkcie 45 wytycznych EBA dotyczących zdalnego onboardingu. EBA pozwala uznać określone kryteria weryfikacji za spełnione przy wykorzystaniu notyfikowanych systemów identyfikacji elektronicznej o poziomie bezpieczeństwa średnim lub wysokim albo odpowiednich kwalifikowanych usług zaufania. Wytyczne są skierowane do instytucji kredytowych i finansowych. Pokazują uznanie dla konkretnych mechanizmów eIDAS, bez obietnicy, że każda usługa elektroniczna zapewnia jednakową ochronę.
Elektroniczne potwierdzenie to coś więcej niż zdjęcie ekranu
W praktyce łatwo pomylić cyfrową postać dokumentu z elektroniczną weryfikacją jego autentyczności. Przesłany zrzut ekranu aplikacji z dokumentem nadal jest obrazem. Można go przerobić tak jak skan papierowego dowodu. Podobnie widoczny na PDF znak podpisu nie przesądza, że dokument został prawidłowo podpisany.
Różnicę robi dopiero techniczne sprawdzenie: skąd pochodzą dane, czy nie zostały zmienione oraz z kim i z jaką czynnością są związane. W przypadku podpisu kwalifikowanego trzeba zweryfikować podpis, certyfikat i podpisaną treść. Przy elektronicznym potwierdzeniu tożsamości istotne jest również powiązanie go z aktualną weryfikacją, aby nie dało się po prostu wykorzystać wcześniejszego potwierdzenia innej osoby.
Sama informacja „podpis poprawny” nie kończy jeszcze weryfikacji klienta. Zakres danych wymagany w certyfikacie kwalifikowanym przez załącznik I do eIDAS nie obejmuje wszystkich danych potrzebnych w AML. Proces powinien pozwalać jednoznacznie powiązać podpisującego z klientem oraz ustalić i potwierdzić dane wymagane przez art. 36–37 ustawy AML, w razie potrzeby z wykorzystaniem dodatkowych źródeł.
Chodzi więc o sposób korzystania z dokumentu lub danych. Ten sam dokument może być jedynie sfotografowany albo dostarczać elektroniczne dane, których autentyczność da się sprawdzić. Samo przeniesienie jego wyglądu na ekran nie daje tej drugiej możliwości.
Czy eIDAS rozwiązuje problem oszustw?
Identyfikacja elektroniczna ogranicza zależność od oceny wyglądu człowieka, ale nadal wymaga ochrony przed przejęciem konta, kradzieżą urządzenia czy wyłudzeniem autoryzacji. Oszust może próbować nakłonić właściciela tożsamości, aby sam zatwierdził operację, której celu nie rozumie.
Znaczenie ma także początek całego procesu: jak sprawdzono tożsamość przy wydawaniu środka identyfikacji lub certyfikatu. Jeśli oszustwo nastąpiło już wtedy, późniejsze poprawne potwierdzenie elektroniczne nie naprawi wcześniejszego błędu. Zaufanie obejmuje zatem również wystawcę i stosowane przez niego procedury.
Nie unieważnia to rekomendacji korzystania z identyfikacji elektronicznej. Pokazuje, dlaczego jej przewaga wobec deepfake polega na ograniczeniu roli obrazu i wykorzystaniu innych mechanizmów potwierdzania tożsamości. Prawidłowa identyfikacja nie daje też pewności, że klient działa uczciwie — dalsza ocena relacji i transakcji pozostaje potrzebna.
Co to oznacza dla obowiązków AML?
Polska ustawa AML już dziś uwzględnia środki identyfikacji elektronicznej i odpowiednie usługi zaufania jako źródła wykorzystywane przy weryfikacji tożsamości. Podstawą jest art. 37 ustawy AML. Zgodnie z tym przepisem oraz art. 33 i 34 instytucja ma potwierdzić dane w wiarygodnym i niezależnym źródle, dobrać środki do ryzyka i udokumentować ich zastosowanie.
Od 10 lipca 2027 r. co do zasady będzie stosowane unijne rozporządzenie AMLR. Jego art. 22 ust. 6 wymienia m.in. środki identyfikacji elektronicznej spełniające wymagania eIDAS dla poziomu „znaczny” lub „wysoki” oraz odpowiednie kwalifikowane usługi zaufania. Dobór konkretnej metody wymaga uwzględnienia także właściwych wymagań wykonawczych.
Jeszcze wyraźniejsze pierwszeństwo takich metod przewiduje art. 7 projektu standardów technicznych AMLA dotyczących należytej staranności wobec klienta. W zdalnej weryfikacji punktem wyjścia miałyby być środki eID o średnim lub wysokim poziomie bezpieczeństwa albo odpowiednie kwalifikowane usługi zaufania. Weryfikacja dokumentu przez inne rozwiązanie zdalne byłaby drogą zastępczą, gdy pierwsza metoda jest niedostępna lub nie można racjonalnie oczekiwać jej zapewnienia. Instytucja miałaby też uzasadnić wybór tej alternatywy. To kierunek proponowany przez AMLA, jeszcze nie obowiązujący wymóg: na dzień 29 września 2026 r. wykaz prac AMLA wskazuje zakończone konsultacje projektu.
Gdy pozostaje dokument i kamera
Nie wynika z tego, że każda weryfikacja dokumentu przez kamerę jest niedopuszczalna. Są sytuacje, w których klient nie ma dostępu do odpowiedniej metody elektronicznej. Wtedy potrzebna jest inna wiarygodna droga potwierdzenia tożsamości, dobrana do ryzyka. Brak wygodnej alternatywy nie uzasadnia jednak zaakceptowania niewyjaśnionych wątpliwości.
Jeśli weryfikacja musi opierać się na zdjęciach dokumentu i obrazie z kamery, a firma nie ma własnego zaplecza eksperckiego, warto korzystać z wyspecjalizowanego dostawcy zdalnej weryfikacji tożsamości. Kontrola autentyczności dokumentów, liveness i ochrona przed podstawieniem nagrania wymagają technologii, testów oraz ciągłego dostosowywania do nowych ataków. Zwykła wideorozmowa lub ręczne obejrzenie skanu nie zapewniają takiego zakresu kontroli.
Wybór dostawcy powinien mieć oparcie w udokumentowanych kompetencjach i skuteczności zabezpieczeń. W punktach 48–50 wytycznych EBA wskazano potrzebę oceny przygotowania usługodawcy, w tym jego technologii i przeszkolenia personelu, oraz monitorowania wykonywanej usługi. Dla firmy bez własnych specjalistów płynie z tego praktyczny wniosek: techniczną weryfikację warto powierzyć profesjonalistom, którzy potrafią wykazać, jak sprawdzają i aktualizują zabezpieczenia. Nie wymaga to samodzielnego badania algorytmów, ale wymaga podstaw do zaufania dostawcy. Korzystanie z jego usługi nie daje pełnej odporności na deepfake ani nie przenosi na niego odpowiedzialności instytucji za wykonanie obowiązków AML.
Jeżeli tożsamości nie można zweryfikować, zastosowanie ma art. 41 ustawy AML, przewidujący m.in. nienawiązanie relacji lub nieprzeprowadzenie transakcji okazjonalnej, a przy istniejącej relacji — jej rozwiązanie, z uwzględnieniem ustawowych wyjątków. Instytucja ocenia również, czy zachodzą przesłanki zawiadomienia GIIF. Sam błąd techniczny albo nieudany liveness nie oznacza automatycznie takiego obowiązku. W dokumentacji powinno pozostać wyjaśnienie podjętej decyzji.
Mniej zależności od obrazu, mocniejsze potwierdzenie tożsamości
Deepfake nie oznacza końca zdalnego KYC. Podważa jednak założenie, że zobaczenie twarzy i dokumentu na ekranie daje wystarczającą podstawę zaufania. Doskonalenie detektorów pozostaje potrzebne, lecz firma korzystająca z weryfikacji nie może zakładać, że dzisiejsza technologia zawsze rozpozna jutrzejszą manipulację.
Dlatego warto wybierać zdalną identyfikację opartą na wiarygodnych potwierdzeniach elektronicznych i rozwiązaniach objętych wymaganiami eIDAS. To pozwala zmniejszyć rolę obrazu w procesie i oprzeć weryfikację na dowodach, których nie da się zastąpić samym wygenerowaniem realistycznego filmu.
Zdalna weryfikacja w SystemAML
W SystemAML stawiamy na identyfikację elektroniczną i kierunek wyznaczany przez eIDAS 2.0. Cały proces zaczyna się od wysłania klientowi linku. Klient uzupełnia dane i przechodzi weryfikację bez zakładania własnego konta, a informacje i wynik trafiają do systemu, w którym prowadzisz jego dalszą obsługę AML.
Do potwierdzenia tożsamości możesz wykorzystać Profil Zaufany lub kwalifikowany podpis elektroniczny. Pozwala to obsłużyć klienta zdalnie, korzystając z posiadanego przez niego narzędzia do elektronicznego potwierdzania tożsamości lub podpisywania dokumentów. W kontekście deepfake ma to szczególne znaczenie: potwierdzenie danych nie musi opierać się na ocenie, czy twarz widoczna na filmie wygląda wiarygodnie.
Kolejną możliwością jest mObywatel. Klient może potwierdzić tożsamość za pomocą aplikacji, którą ma w telefonie. Ta metoda jest dostępna dla firm, które uzyskały stosowną zgodę Ministerstwa Cyfryzacji; SystemAML zapewnia jej techniczną obsługę w procesie weryfikacji.
Jeśli klient nie może skorzystać z odpowiedniej metody elektronicznej, w SystemAML dostępna jest również weryfikacja oparta na skanach dokumentów i liveness check, realizowana przez wyspecjalizowanego dostawcę. Dzięki temu firma może skorzystać z profesjonalnej usługi, bez samodzielnego organizowania wideorozmów i oceniania przesłanych skanów. Pozostają przy tym aktualne opisane wcześniej ograniczenia metod opartych na obrazie.
Różne możliwości potwierdzenia tożsamości pozwalają dobrać sposób weryfikacji do klienta i przyjętych zasad AML, a następnie pracować z zebranymi danymi i wynikami w jednym miejscu.
Poznaj zdalną weryfikację klienta w SystemAML.
Stan prawny i ostatnia weryfikacja merytoryczna: 29 września 2026 r.
Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje analizy konkretnej sytuacji.